Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karnawał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karnawał. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

KB 59 - Statki, morza i erpegi.

Ahoj!

Urzekł mnie ten temat. Wszelkie morskie motywy uważam za bardzo intrygujące RPGowo. Mam tak za sprawą zarówno literatury, jak i filmu, jak i (i to w niemałym stopniu) gier komputerowych, zwłaszcza takiej jednej autorstwa Sida Meiera. Po prostu morza i oceany oraz to, co z nimi się wiąże, jest niesamowicie nośne fabularnie. Niezależnie od epoki, niezależnie od konwencji.
Ja to ogólnie jestem nadmorskim chłopakiem i te marynistyczne ciągoty nieraz przejawiam. Mój tato był marynarzem – w Gdyni bardzo wielu ma w bliższej lub dalszej rodzinie kogoś związanego z morzem. Przez całe lata pierwszym moim widokiem każdego dnia były wody Zatoki Gdańskiej. Zresztą… no kurcze, od zarania Dziobloga jego tłem jest ORP Błyskawica – nie bez przyczyny. Ba, nawet mój pierwszy opublikowany scenariusz wiązał się z morzem i Gdynią.

Ale, ale, Szanowny Czytelniku, nie będę zanudzał Cię historiami z mojej młodości, nie będę pisał o romantycznych spacerach brzegiem morza, nie będę pisał o dziesiątkach sesji w rotundzie nad plażą, nie. Podam Ci za to kilka powodów dla których morza, okręty i tym podobne są fajne na sesji – jasne, to nie jest jakoś mega wyczerpujące zestawienie, kilka uwag luźnych, kilka pomysłów swobodnych, ale są to rzeczy, z których często korzystałem i wiem, że działają w praktyce.

poniedziałek, 21 lipca 2014

KB 57: Przekraczanie nieprzekraczalnego?

Dzień dobry,

Fajny temat na karnawał. Wiecie – uważam, że wszyscy - zarówno jako gracze i jako MG, podlegamy pewnym ograniczeniom. Oczywiście – one przebiegają dla każdego indywidualnie - co dla mnie jest już daleko poza granicami, dla kogoś innego może być akceptowalne. W końcu nieraz czytałem takie scenariusze o poprowadzenie których nie pokusiłbym się - nie ze względu na wady tekstu, ale przez poruszoną tematykę. Ale innym grającym i prowadzącym one odpowiadały. Stąd mój wniosek, że te granice przebiegają indywidualnie dla każdego. Na potrzeby tej notatki przyjmijmy zatem, że każdy jakieś swoje własne ograniczenia RPGowe ma. Dla każdego występują, różnego zresztą rodzaju, limitacje..

I tu rodzi się właściwe pytanie – czy są one nieprzekraczalne? Kurcze – są dobre powody by ich nie przekraczać, ale są i całkiem niezłe powody, żeby czasami spróbować je przełamać. Wszystko zależy od tego o jakich granicach mówimy – próbowanie nowych gier, nowych realiów, nowych patentów na rozrywkę – jasne! Ale są  też pewne granice, których przekraczać chyba nie powinienem. I im właśnie postanowiłem poświęcić dzisiejszy wpis.

Może zacznę od pewnego ekshibicjonizmu – powiem Wam jakich tematów się wystrzegam i z jakich przyczyn. Teraz, gdy piszę te słowa, myślę o trzech głównych grupach tychże i jednej gościnnej.

sobota, 14 czerwca 2014

KB 56 - czy sprawiedliwie znaczy tyle samo?

Cześć

Karnawał się kręci. Poprzednią edycję opuściłem - bo RPG nie nauczyło mnie zbyt wiele – poza graniem w RPG. To jak z szachami - one ponoć uczą strategii. Tak! Strategii gry w szachy, nie strategii w sensie ogólnym. Natomiast tutaj, to co innego – trochę tych pedeków się w życiu rozdało. No i przemyśleń też mi się trochę w związku z tym urodziło. Podobnie jak w wielu innych kwestiach musiałem w końcu wyrobić sobie jakiś pogląd na omawiane zagadnienie. 


Główną kością niezgody w tego rodzaju kampaniach była zwykle sprawa samego rozdzielania punktów. Zali różnicować graczy osiągnięcia i wedle zasług doświadczeniem dzielić? Wszak sprawiedliwie nie znaczy po równo! 
A może jednak znaczy? Zgodnie ze starą doktryną muszkieterską – jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego? A MG nie powinien uzurpować sobie roli sędziego sprawiedliwego, który za dobro wynagradza a za zło karze? I jedną miarą nagradzać osiągi całej drużyny?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

KB 46 - Mało reguł, lecz wiele światów.

Cześć.

Pafnucy zaproponował fajny temat – lubię znać poglądy moich znajomków z netu, lubię gadać o gustach.
C’mon – każda dyskusja RPGowa o gust się w końcu, tak czy inaczej, otrze. Zresztą – może dzięki tematowi ktoś poleci mi coś fajnego – kto wie?
Kiedyś liczyłem ile opanowałem mechanik w ciągu mojego życia. Przez opanowałem rozumiem: poznałem na tyle, że mogłem je prowadzić, bez specjalnego grzebania w podręcznikach podczas sesji. I wyszło mi ich ponad 30 (chociaż wiele bardzo podobnych – jak np. trzy edycje L5K). Z czasem jednak zaczęło mi się wszystko mieszać – najgorzej jest, gdy maglujesz kolejną edycję tej samej mechaniki, która używa tych samych terminów i ma wiele rozwiązań bardzo podobnych do swych poprzedniczek, ale jest trochę różniących niuansików. No i wszystko zaczyna się mylić. Masakra.
Teraz, bez przypomnienia, byłbym w stanie poprowadzić może cztery-pięć gier tak
„z marszu”.

Ale zacząłem myśleć o czymś innym – ile mechanik naprawdę potrzebuję? I jakich?

niedziela, 14 lipca 2013

KB 45 - Klapa improwizacji?

Cześć.

Mamy taki ładny Karnawał Blogowy – temat jest w pytę. O improwizację Internety skruszyły już tyle kopii, że chcąc niechcąc wyrobiłem sobie dość jasny pogląd na zagadnienie improwizacji. I ja tam byłem, shitstorma przeżyłem. Generalnie rzecz ujmując w pełni improwizowane sesje w których miałem okazję uczestniczyć były masakrycznie niedobre. No okropne wprost. Całkowita improwizacja ssie po całości. Nie nazywajmy lenistwa "Dążeniem do artystycznej swobody, którą daje tylko pełna improwizacja".
Taki Indias, co prawda, może sobie zakładać pełną, całkowitą improwizację, ale wtedy ciężar kreacji fabuły jest inaczej rozłożony (sprawiedliwiej że tak powiem), no i w takim Indiasie mamy jeszcze wsparcie mechaniczne procesu kreacji „na bieżąco”.
Ale ze zwykłym RPGiem mam problem. Patrzcie – nawet zwolennicy improwizacji z tej edycji Karnawału nie piszą o improwizacji pełnej, a o częściowej – czyli o improwizacji we wcześniej ustalonych ramach, po minimalnym chociaż przygotowaniu lub w pewnych sytuacjach – jak Blanche, Eliash czy Salantor. Z drugiej strony – nawet zwolennicy przygotowania przyznają, że czasami coś w locie sklecić po prostu trzeba. Bo wiecie, my wszyscy gramy bardzo podobnie. U większości z nas sesja to miks przygotowania i improwizacji. Różnią nas co najwyżej proporcje, albo tylko kwestie postrzegania.
Postrzegania? Tak! Salantor pisze, że dzięki improwizce można zrobić scenariusz w mniej niż godzinę. Ja też uważam, że w trzy kwadranse można zrobić zarys scenariusza na jakieś 5 godzin gry. Tylko ja tego nie nazwę scenariuszem improwizowanym, a jako – tako przygotowanym (wolę się lepiej przygotować, ale z czymś takim od biedy sobie poradzę).
I w efekcie – mimo, że dzielimy podobny pogląd, to różni nas samo postrzeganie działań. Salantor uzna, że to już improwizacja (bo poza tą ramą faktycznie wszystko musi wymyślac na bieżąco), ja powiem, że jeszcze nie (no bo jednak rama jest). To zrozumiałe – nie ma jasno wytyczonej granicy.
Dlatego też (wybaczcie ten długi wstęp) – ciężko mi opowiedzieć się po którejś ze stron w tej dyskusji, bo improwizujemy wszyscy – różni nas tylko to po której stronie „konfliktu” się umieszczamy. Ja na ten przykład (chociaż zawsze mam jakiś scenariusz w zanadrzu) uwielbiam, gdy gracze zmuszają mnie do zmiany założeń sesji, gdy historia wykonuje nieprzewidziany zwrot i tak dalej.

Ale proponuję Wam coś innego – spróbuję pomyśleć o problemach i zagrożeniach jakie niesie za sobą improwizacja – pomyślę nad tym, co może pójść źle. Nie po to by nie improwizować, a by określić na co uważać. W końcu znajomość ryzyka to jeden z kluczowych elementów unikania problemów. Gotowi? To jedziemy.

piątek, 26 kwietnia 2013

KB42 - Przepis na katastrofę

Cześć.

Zacznę od truizmu – z sesjami różnie bywa. Są lepsze, gorsze, średnie i te zupełnie z zada. Ponoć. Ja tam staram się poniżej pewnego poziomu nie schodzić, bo nie wypada – nie można zanadto spuszczać z tonu, bo na następną sesję nikt nie przyjdzie. A i tak zdarzają się sesje z których jestem niezadowolony i niemal zawsze myślę o tym, co można było zrobić lepiej. Zresztą – nie byłbym chyba obiektywny, gdy chodzi o ocenę własnych sesji.  Ale nawet gdy sięgnę pamięcią do lat młodzieńczych, gdy zarówno jako MG i jak i jako gracz widziałem dziwne rzeczy, to zawsze mogło być gorzej. Nie było takiego dna absolutnego, całkowitego i totalnego.
Dlatego też nie opiszę najgorszej sesji, zamiast tego zastanowię się, co musiałoby zdarzyć się, bym uznał sesję za tak złą, że już gorzej być nie może. Taki scenariusz hipotetycznej katastrofy . Z częścią tych zjawisk się stykałem, kilka błędów pewnie popełniłem ja sam, o kilku jedynie słyszałem - trochę z opowieści znajomków, trochę z Internetu, trochę z konwentów. No i trochę z autopsji - bo przecież nikt z nas świętym nie jest.

Opisuję z punktu widzenia gracza.
Okej? To klikaj.

wtorek, 26 marca 2013

KB 41 - Ludziom dobrej roboty.


Cześć. 

Jakiż ładny temat nam się trafił na aktualny Karnawał Blogowy. Przygotowanie do sesji, to dla mnie sprawa bardzo istotna – poświęcam jej niemało czasu i zwykle gdy trafiam na sesję do innego MG zwracam uwagę na to, czy jest przygotowany. Jasne – są MG zdolni zaimprowizować coś wspaniałego bez większego przygotowania, ale w większości przypadków różnice między solidnym przygotowaniem a improwizacją na żywioł są szalenie widoczne – improwizować trzeba umieć. Pech w tym, że przeciętny znany mi MG myśli, że należy do tych, co potrafią. A często jest inaczej. Dlatego ja sam zawsze staram się być jak najlepiej przygotowany do sesji – ludzie nie po to poświęcają weekendowe popołudnie, żebym im jakąś kaszanę odstawiał. Prawda? Zależy mi bardzo na efekcie, więc wiem, że dobre przygotowanie zwiększa szanse na przeprowadzenie fajnej sesji.

Z moich sesji jestem, na ogół, zadowolony. Właśnie po to napisałem tą notkę – Ameryki odkrywał nie będę, przecież to dla wielu są rzeczy oczywiste – ale chciałem pokazać że są inne sposoby uzyskania fajnej sesji niż artyzm i improwizacja. I że przygotowanie do sesji jest miarą szacunku MG wobec graczy.
Okej, poniżej przedstawiam jakie czynności, po kolei, podejmuję w celu przygotowania scenariusza na sesję. 

piątek, 28 grudnia 2012

KB #38 - Podziemia rodem ze Śródziemia


Cześć.

Niezbyt często wracam do starych gier. Mogę wrócić do starego uniwersum - np. znów zaszaleć w Rokuganie, Thei, czy Starym Świecie. Ale raczej nie zwykłem wracać do starych mechanik. Jeśli mam do dyspozycji edycję nowszą, to gram w nowszą. Albo robię konwersję na Savage Worlds (bo lubię). Przypadek o którym piszę jest dla mnie dość niezwykły - bo świadomie sięgnąłem po starą grę, właśnie po to, by odwiedzić mechaniczny skansen.  
Uprzedzam - rozpisałem się nieco. Klikasz na własną odpowiedzialność.


środa, 30 marca 2011

KB #20 Czego u MG nie lubię

Siema
Karnawał trwa, pojawiają się kolejne notki. Nic w tym dziwnego - temat jest ciekawy i na tyle ogólny, że pozostawia sporo miejsca na interpretację - a zatem i spojrzeń jest kilka. Fajnie.
Jeśli idzie o moje trzy grosze, to chciałbym skupić się na paru rzeczach, które mnie u MG wkurzają. Jakby to ująć - dawniej wolałem grac niż prowadzić, ale od pewnego czasu niemal zawsze mistrzuję. Czasami trafiam na sesję do innego MG, ale zazwyczaj tylko uświadamia to mi, że jednak wolę prowadzić. Jest kilka powtarzających się błędów, które skutecznie psuja mi każdorazowo zabawę. Pora poświęcić im kilka słów.

BTW - więcej informacji o 20 edycji Karnawału oraz zbiorcze zestawienie wszystkich wpisów znajdziesz pod  tym linkiem