Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojszyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mojszyzm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ciastko z wróżbą

Dzień dobry, moi mili!


Macie jakieś swoje ulubione RPGowe bon moty, hasła, złote myśli? Mi się zdarzyło poznać kilka z nich. To są fajne rzeczy – jeśli pewnego dnia założę chińską knajpę, to będę ładował je do ciasteczek z wróżbami – mają odpowiednią długość oraz pseudofilozoficzną wymowę.

Część z tych złotych myśli bezczelnie ukradłem – wtedy piszę kto jest źródłem tego zwrotu. Część sformułowałem sam – pod wpływem rozmów i własnych doświadczeń – łatwo je poznacie, to te bardziej koślawe. Nie upieram się, że to jedyne słuszne wizje RPGowe – ale hej, to będzie moja chińska knajpa, to ja tam będę szefem – mastodontem ultrasem tego dancingu. W swojej możecie pisać w ciasteczkach co Wam się żywnie podoba ;)

Aha - o wielu z tych tematów już rozpisywałem się w przeszłości. Uprzedzam lojalnie.

niedziela, 21 lutego 2016

Które Star Warsy kupić? Ale z tych nowych.

Cześć!


Marketing Star Wars kręci się na całego. Ja, przyznam szczerze, Przebudzenia Mocy jeszcze nie widziałem.

Ale co tam – Wojen Klonów (tzn. kinówki, bo ten animowany serial to zaliczyłem - nawet spoko) też nie widziałem. I żyję. 

Ale okej, mamy starą trylogię Star War, nową trylogię, i najnowszą – jak na razie to unilogia, ale sami wiecie jakie są plany. No i jest jeszcze trylogia czwarta, erpegowa – to podstawki do nowych Star Wars RPG ze stajni FFG. I każdy z tych podręczników doczekał się niejednej obszernej recenzji – dlatego też nie ma sensu, bym jakoś szczegółowo rozwodził się nad każdym z nich. Ja chciałbym skupić się na jednej, bardzo konkretnej sprawie – na ile te podręczniki się pokrywają. Na ile jest sens kupować wszystkie trzy. Jeśli już coś odpuszczać – to co konkretnie?

A coś odpuszczać?

Zacznijmy od tego – w pojedynkę każda z tych gier jest świetna. Jeżeli wiesz, że chcesz zająć się Star Wars tylko z jednej perspektywy, to wybierasz jedną grę, najbliższą Twoim oczekiwaniom i jesteś zadowolony. Raczej. W każdym razie ludzie w sieci chwalą. Ja również chwalę.
Schody zaczynają się w momencie w którym kupujesz kolejna grę z serii i odkrywasz, że zapłaciłeś w dużej mierze drugi raz za to samo. Jeżeli śpisz na kasie, to nie ma problemu (tylko bilon kłuje, i generalnie może wchodzić… no sami wiecie gdzie). Jeżeli nie śpisz (bo np. zamiast zarabiać ciężkie siano, grałeś w RPG i wyobrażałeś sobie, jak wynosisz ciężkie siano z lochów), to możesz poczuć, że wywaliłeś kasę w błoto.
Ale FFG umożliwia, ba wręcz poleca, łączenie podręczników. Z ich punktu widzenia ma to jak najwięcej sensu. A z naszego?

A to zależy. Już tłumaczę.

wtorek, 11 sierpnia 2015

RPG a month - piętnastopak!

Szanowni!

Trwa miesiąc odpowiedzi na pytania dotyczące RPG. Nie będę zamęczał Was gradem krótkich notek. Zamiast tego podzielimy miesiąc na dwie eleganckie połóweczki i opublikuję odpowiedzi w dwóch rzutach. Parę pytań, zgodnie z sugestiami autora pomysłu, pozwoliłem sobie zmienić, bo nie miałbym wiele do powiedzenia.

To jak? Gotowi?

środa, 5 sierpnia 2015

Czy MG musi być dobrym mówcą?

Czołem!

Szanowni, ostatnio przez PIPZWRPG (Panie i Panowie zagrajmy w RPG – taka grupa na Fejsie)
przetoczyła się nad podziw intrygująca dyskusja. Był tam użytkownik, początkujący MG, który chciał poprawić swój warsztat, by stać się lepszym prowadzącym. Z tym, że chciał skupić się na takich kwestiach jak elokwencja, odgrywanie, modulowanie głosu, opisy i tak dalej. I dostał wiele rad. Ja też napisałem pościka w którym wyrażam swój pogląd na ten temat – czyli, że (moim zdaniem) w byciu dobrym MG nie koniecznie chodzi o aktorstwo i, że człowiek ten chce się uczyć czegoś, co niekoniecznie przekłada się na efekt.
Przy czym jednak wielu dyskutantów uważało takie działania (czyli ogrom aktorstwa) za pożądane, czy wręcz oczywiste – pojawił się i Demostenes ze żwirem w buzi i próby przed lustrem i literatura piękna i podręczniki retoryki i rekwizyty i zasłanianie mebli by nie rozpraszały…
I to zainspirowało mnie do popełnienia niniejszej notki, znacznie obszerniejszej niż ów post, który napisałem – bo mimo wszystko gość zadał konkretne pytanie, więc co ja będę Go zarzucał „Drachową Teorią Wszystkiego”. Ale z blogiem sprawa jest prostsza – tutaj uzewnętrznienie się na dany temat uważam za rzecz normalną, a nawet pożądaną.
I jeszcze jedno – głoszone tu przemyślenia są zupełnie, całkowicie, absolutnie osobiste, nie mają na celu nawracania nikogo na jedyną słuszną wizję moich erpegów. Dzielę się poglądami, ale nie wahaj się mieć własnych.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Mistrz Gry: Wywyższenie

Cześć!

Wiecie, że był ogólnopolski międzynarodowy Dzień Mistrza Gry? Ja się o tym dowiedziałem z Internetów. To sprawiło, że nad brzegiem rzeki Pierdy usiadłem i myślałem. O roli MG właśnie. Trochę mi to myślenie zajęło, ale po upływie wielu nieprzespanych nocy mogę przedstawić poniższą kompilację.

Bo widzicie, o ile bycie zwykłym, bezprzymiotnikowym Mistrzem Gry zdaje się dość proste, to schody
zaczynają się wtedy gdy pragniesz być prowadzącym dobrym, bardzo dobrym albo i wybitnym. Ideały są piękne, ale w końcu chcielibyśmy się do nich zbliżyć, a nie tylko obserwować przez lornetkę. Tylko jak to zrobić?
Otóż Internet obfituje w rady jak ten cel osiągnąć. A rad udzielają doświadczeni, niemal zawodowi MG, którzy ponad przeciętność wznieśli się z całą pewnością. Ale tutaj rodzi się kolejny problem – rady te rozsiane są po przeróżnych Facebookach, blogach, forach i portalach (oraz po analogowo wydawanej prasie). Ciężko wszystko osiągnąć.

środa, 25 marca 2015

Wojenko, wojenko...

Cześć!

Działania wojenne to chyba jeden z moich ulubionych motywów w RPG. Osobiście uważam, że tego rodzaju sesje mają w sobie ogromny potencjał, jednakowoż wiążą się z dużym ryzykiem – stosunkowo łatwo jest położyć zagadnienie. Mi udało się wtopić i to wielokrotnie. Ale dzięki temu jestem bogatszy o odpowiednie doświadczenia (a uboższy o krew, pot i łzy, którymi je okupiłem). A zatem – Ty nie musisz popełniać błędów, bo ja dniami i nocami popełniałem je za Ciebie. Ponoć kanclerz Bismarck powiedział kiedyś, że tylko głupcy uczą się na własnych błędach – bo znacznie lepiej uczyć się na cudzych. Dlatego też zapraszam do lektury – a nuż coś z tego Ci się przyda.


sobota, 15 listopada 2014

Jak przygotowuję sesję w godzinę.

Cześć.


Dzisiaj mi tak trochę dziwnie. Chodzi o dyskusję na Polterze o tym, czy w ciągu godziny z niewielkim okładem da się zrobić scenariusz do RPGa, czy też nie. W tej dyskusji padły słowa jakoby było to niemożliwe, albowiem nie da się w ten sposób przygotować wielu kluczowych elementów scenariusza – statsów NPCów i bestii do klepania, handoutów, map, zagadek, klimatycznych opisów i takich tam. I gdyby tak być miało, to Internety uginałyby się od scenariuszy.
Jak już wspomniałem jest mi dziwnie, ponieważ większość swojej wątpliwej kariery prowadziłem poświęcając właśnie tyle na przygotowanie sesyi. Przeciętny scenariusz na regularne granie da się napisać w 60-75 minut. Oczywiście – nie każdy i nie zawsze, ale częściej niż rzadziej sztuka się udaje.

poniedziałek, 13 października 2014

Co znaczy poprawne RPG?

Cześć!

Ostatnimi czasy brałem udział w dyskusji o systemach. O tym, czy gry mają jakiś swój domyślny styl/temat oraz jakie są tego konsekwencje. Czy robienie westernowej strzelaniny w Magu ma sens? Czy przypomina raczej pompowanie balonu strzykawką? Co złego stanie się, jeśli Wampir dorobi się miana śmiesznej gry o rzucaniu samochodami? Po prostu - na ile można w daną grę grać źle – lub dobrze?
Bo wiecie – ja przez całe lata wierzyłem w „System does matter” i stoczyłem pewnie niejedną dyskusję o tym, jak dobrze grać w daną grę (np. Jak pokazać graczom „prawdziwe” L5K i nie przesadzać z bieganiem w szlafrokach). W „System does matter” wierzę zresztą do dnia dzisiejszego – jednak z paroma zastrzeżeniami. 

Impulsem do napisania niniejszej notki była ostatnia fejsbukowa dyskusja w grupie Panie i Panowie Zagrajmy w RPG. Postanowiłem nieco rozwinąć głoszone przez mnie poglądy i przedstawić je w bardziej rozbudowanej postaci, na co fb nie daje możliwości. Ogólnie dzięki wspomnianej powyżej grupie przeczytałem niemało ciekawych treści i poznałem bardzo fajnych ludzi. I pomyśleć, że dołączyłem do niej tylko po to, by sprawdzić czy Malta naprawdę napisała o Polterze to, co ludzie mówili, że napisała (Ku mojemu zaskoczeniu – tak, napisała. Niewiarygodne!)
No nic, zapraszam do lektury.

sobota, 27 września 2014

KB 59 - Statki, morza i erpegi.

Ahoj!

Urzekł mnie ten temat. Wszelkie morskie motywy uważam za bardzo intrygujące RPGowo. Mam tak za sprawą zarówno literatury, jak i filmu, jak i (i to w niemałym stopniu) gier komputerowych, zwłaszcza takiej jednej autorstwa Sida Meiera. Po prostu morza i oceany oraz to, co z nimi się wiąże, jest niesamowicie nośne fabularnie. Niezależnie od epoki, niezależnie od konwencji.
Ja to ogólnie jestem nadmorskim chłopakiem i te marynistyczne ciągoty nieraz przejawiam. Mój tato był marynarzem – w Gdyni bardzo wielu ma w bliższej lub dalszej rodzinie kogoś związanego z morzem. Przez całe lata pierwszym moim widokiem każdego dnia były wody Zatoki Gdańskiej. Zresztą… no kurcze, od zarania Dziobloga jego tłem jest ORP Błyskawica – nie bez przyczyny. Ba, nawet mój pierwszy opublikowany scenariusz wiązał się z morzem i Gdynią.

Ale, ale, Szanowny Czytelniku, nie będę zanudzał Cię historiami z mojej młodości, nie będę pisał o romantycznych spacerach brzegiem morza, nie będę pisał o dziesiątkach sesji w rotundzie nad plażą, nie. Podam Ci za to kilka powodów dla których morza, okręty i tym podobne są fajne na sesji – jasne, to nie jest jakoś mega wyczerpujące zestawienie, kilka uwag luźnych, kilka pomysłów swobodnych, ale są to rzeczy, z których często korzystałem i wiem, że działają w praktyce.

poniedziałek, 22 września 2014

Dwa mojszyzmy.

Hej!

Tematem dzisiejszej pogadanki przy samowarze będą dziwne zachowania graczy. Coś tam ostatnio
wypłynęło w rozmowach, coś tam sobie przypomniałem.

Przy czym zakładam, że nie muszę pisać o sprawach podstawowych – pewne zachowania grających są powszechnie uważane za nieakceptowane – bycie bucem, śmierdzenie, olewanie sesji, wkurzanie ludzi – co do nich nie ma wątpliwości, że są to postawy niechciane. Tu nie ma co strzępić e-języka.

Ja chciałem się skupić na dwóch szeroko akceptowanych zachowaniach, powszechnie uważanych za rozsądne i mądre, a w mojej ocenie niepotrzebnych, czy wręcz (w skrajnych przypadkach) szkodliwych. Takich kilka luźnych myśli na gorąco. Okej?

Dlaczego teraz z tym wyskakujesz, Drasiu? Zapyta pewnie niejedno z Was. Przecież są to rzeczy znane ludzkości od dawna. Część z tego co piszesz znamy już z czasów faraonów (Pierwsze rozszyfrowane słowa kamienia z Rosetty brzmiały "Ptolemeusz rzecze - nie przeginajcie z tą motywacją postaci"). Czemu zatem teraz o tym piszesz? A, bo ostatnio uczestniczyłem w paru rozmowach, w których musiałem obu moich poniższych tez mocno bronić, sądzę zatem, że temat wciąż jest aktualny.

Oczywiście, z góry uprzedzam - mojszyzmy pierwszej wody. Nic Ci nie narzucam, po prostu taka jest moja opinia.

poniedziałek, 1 września 2014

Zagraj to jeszcze raz Sam I

Czołem.

Tak wiem, słowa te nie padają w Casablance. Mnie zainspirował Seji swoim artykułem ze Spotkań Losowych.























Lubię prowadzić kupne przygody. Wiem, że wielu z Was również. Oczywiście, nie wszystko nadaje się do prowadzenia – czasami już w trakcie lektury widzisz, że to „nie chwyci” – albo nie podoba się Tobie, albo wiesz że nie podejdzie Twoim graczom, albo też autor położył sprawę. To też się zdarza, bo w końcu nikt doskonały nie jest. Czasami różne zawirowania sprawiają, ze tekst do AD&D staje się nagle scenariuszem do Warhammera, albo kolejną część kampanii pisze freelancer, który zupełnie inaczej widzi świat gr niż autorzy dotychczasowych scenariuszy w kampanii i prowadzi linię fabularną zupełnie inaczej niż zakładano pisząc pierwsze tomy. Albo autor przyznaje, że słabo ogarnia realia do których pisze, bo nawet jeśli prowadził już grę do której właśnie coś produkuje, to nie ruszał „tych klimatów”. Zdarza się. Terminy gonią, ludzkość czeka, trzeba coś napisać.
Ja sam zgromadziłem jakąś tam kolekcyjkę przeróżnych scenariuszy. Nie wszystkie prowadziłem. Dziś chciałbym rozpocząć taki mini-cykl, w którym pokrótce będę zajmował się co ciekawszymi tekstami. Zarówno tymi wydanymi osobno, jak i będącymi tylko dodatkiem do przeróżnych suplementów. Zaledwie kilka słów – czy prowadziłem, czemu nie (jeśli nie), jak wyszło. Ewentualnie jakieś uwagi na marginesie. Będzie trochę o starszych grach, trochę o nowszych. Ja lubię „starocie”, zresztą wiele z nich co jakiś czas na aukcjach przeróżnych się pojawia. A sądząc po cenach jakie osiągają, to tęsknota w narodzie jest mocna. Ciekawa spraw,
Na dzień dobry pogadamy o pierwszym Warhammerze. Tak, pojedziemy chronologicznie - od najstarszych materiałów jakie mam. One wciąż żyją w pamięci wielu z nas i fajnie jest czasem spojrzeć wstecz i zobaczyć co nas fascynowało te kilkanaście lat temu.


Spoilery będą. Z góry uprzedzam.

czwartek, 21 sierpnia 2014

17 lat z mackami

Cześć.

Koleś z kalmarem na twarzy robi karierę. Został panem naszych serc, umysłów i portfeli. Słusznie? Kurcze, ciężko powiedzieć wielkiemu Cthulhu, że nie – zresztą i tak akurat śpi, więc nie usłyszy. Ale widzicie – ostatnio siedziałem sobie nad jakimś scenariuszem (do Weird War) i stoczyłem naprawdę poważną wewnętrzną walkę, by nie skonstruować fabuły wokół jednego z Lovecraftowskich bazyli.
Walkę przegraną zresztą.

Wiecie – jak dla mnie stwory z cthulystycznej mitologii są takim RPGowym odpowiednikiem koloru czarnego w modzie, który, jak się mawia, pasuje prawie zawsze i prawie wszędzie (i wyszczupla na dodatek). Tak samo jest właśnie z mackostworami – naprawdę ciężko znaleźć grę (chociaż jest to możliwe), gdzie nie dałoby się choćby niektórych z nich z powodzeniem wprowadzić. Jedyną granicą jest gust grających – np. nie miałem nigdy potrzeby wprowadzania ich do Młothammera – bo po co, ale kilku z co bardziej porąbanych mogłoby spokojnie ujść za pomioty chaosu po przejściach.
I zacząłem wspominać sobie swoje dotychczasowe doświadczenia z wtrynianiem Mitu Lovcratiańskiego do RPG jak również ogólnie z  ZC, samotnikiem z Providence i tak dalej. 

Wpis ma charakter wspominkowy, więc jakiegoś mega mięcha tu nie oczekujcie. Jeśli jednak chcecie cofnąć się wspomnieniami do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych i z mackami spędzonych eonów minionych, to gorąco zapraszam.

niedziela, 27 lipca 2014

Co tam w Kuflu?

Cześć.

Kufel za nami. Fajnie było zaznajomić się z tymi wszystkimi tekstami, zwłaszcza że wiele z nich było bardzo udanych. Osobiście nie miałem problemu z wyborem faworyta, jednakże konieczność wskazania drugiego i trzeciego miejsca była już znacznie większym wyzwaniem – kilka scenariuszy reprezentowało bardzo podobny poziom, co nie ułatwiało mi wyboru. Ale w końcu jakoś się udało.
Słuchajcie – jest już kilka wpisów dość dokładnie omawiających każdy ze scenariuszy. Ja chciałbym skupić się na tych, które podobały mi się najbardziej – co w nich uważam za super, co ewentualnie budzi moje wątpliwości. Było też kilka innych prac, o których mogę uczciwie powiedzieć, że były spoko, ale ta wybrana bodaj ósemka spodobała mi się najbardziej.
Potem zaś zbiorczo omówię kilka powtarzających się błędów – bez wytykania palcami i wskazywania konkretnych tekstów i autorów. Bo nie chodzi o to, żeby ustalać kto i gdzie się potknął, ale żeby ustalić czego unikać. Prawda?

poniedziałek, 21 lipca 2014

KB 57: Przekraczanie nieprzekraczalnego?

Dzień dobry,

Fajny temat na karnawał. Wiecie – uważam, że wszyscy - zarówno jako gracze i jako MG, podlegamy pewnym ograniczeniom. Oczywiście – one przebiegają dla każdego indywidualnie - co dla mnie jest już daleko poza granicami, dla kogoś innego może być akceptowalne. W końcu nieraz czytałem takie scenariusze o poprowadzenie których nie pokusiłbym się - nie ze względu na wady tekstu, ale przez poruszoną tematykę. Ale innym grającym i prowadzącym one odpowiadały. Stąd mój wniosek, że te granice przebiegają indywidualnie dla każdego. Na potrzeby tej notatki przyjmijmy zatem, że każdy jakieś swoje własne ograniczenia RPGowe ma. Dla każdego występują, różnego zresztą rodzaju, limitacje..

I tu rodzi się właściwe pytanie – czy są one nieprzekraczalne? Kurcze – są dobre powody by ich nie przekraczać, ale są i całkiem niezłe powody, żeby czasami spróbować je przełamać. Wszystko zależy od tego o jakich granicach mówimy – próbowanie nowych gier, nowych realiów, nowych patentów na rozrywkę – jasne! Ale są  też pewne granice, których przekraczać chyba nie powinienem. I im właśnie postanowiłem poświęcić dzisiejszy wpis.

Może zacznę od pewnego ekshibicjonizmu – powiem Wam jakich tematów się wystrzegam i z jakich przyczyn. Teraz, gdy piszę te słowa, myślę o trzech głównych grupach tychże i jednej gościnnej.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

RPGowe wyrzuty sumienia.

Cześć.

Co kryje się pod tym niesamowitym tytułem? Coś na kształt mojego erpegowego Hall of Shame. Chodzi o gry (albo o settingi), na które się napalałem, które bardzo mi się podobały, a którymi się albo nie pobawiłem, lub też pobawiłem mniej, niż były tego warte. Przyczyny były różne – czasami za światem stała zupełnie porąbana mechanika, albo też nie szło nikogo z mojej najbliższej ekipy przekonać, że o niczym innym nie mażą bardziej jak o graniu w konkretnych realiach. Albo też owszem, graliśmy, nawet dość sporo, ale nie na tyle dużo, bym mógł powiedzieć, że jest wystarczająco. 
Wiecie, w swoim życiu kupiłem parę podręczników, które łapią sobie kurz na półce. Części nie żałuje przesadnie – ok., kupiłem, przeczytałem i od razu wiedziałem, że nie zostaną grami mojego życia. Nie żałuję wydanego na nie sianka, bo samo czytanie podręczników mnie bawi, zatem nie mogę powiedzieć, że zmarnowałem zasoby finansowe, które w nich ulokowałem. 
Ale jest też kilka gier, które przeglądam sobie co jakiś czas i żałuję, że nie doznały z mojej strony dostatecznej atencji. Takie, które rozbudzają moją wyobraźnię, owocując pomysłami na kampanie, sesje, bohaterów, potwory, patenty, cuda na kiju – i tych właśnie żałuję. Zapewniam Was, że niemal każda z nich ma katalog na moim dysku pełen grafik z Deviantartu, amatorskich tekstów, własnych pozaczynanych przygód itd. I właśnie tym grom chciałbym niniejszy wpis poświęcić. 
To jak? Jedziemy? Oto Top 10 gier, których nie zbombardowałem miłością, chociaż powinienem.

sobota, 14 czerwca 2014

KB 56 - czy sprawiedliwie znaczy tyle samo?

Cześć

Karnawał się kręci. Poprzednią edycję opuściłem - bo RPG nie nauczyło mnie zbyt wiele – poza graniem w RPG. To jak z szachami - one ponoć uczą strategii. Tak! Strategii gry w szachy, nie strategii w sensie ogólnym. Natomiast tutaj, to co innego – trochę tych pedeków się w życiu rozdało. No i przemyśleń też mi się trochę w związku z tym urodziło. Podobnie jak w wielu innych kwestiach musiałem w końcu wyrobić sobie jakiś pogląd na omawiane zagadnienie. 


Główną kością niezgody w tego rodzaju kampaniach była zwykle sprawa samego rozdzielania punktów. Zali różnicować graczy osiągnięcia i wedle zasług doświadczeniem dzielić? Wszak sprawiedliwie nie znaczy po równo! 
A może jednak znaczy? Zgodnie ze starą doktryną muszkieterską – jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego? A MG nie powinien uzurpować sobie roli sędziego sprawiedliwego, który za dobro wynagradza a za zło karze? I jedną miarą nagradzać osiągi całej drużyny?

sobota, 17 maja 2014

Dlaczego kupne scenariusze są fajne.

Cześć.

Czasami zdarza mi się uczestniczyć w dyskusji na temat tego, że kupne scenariusze posysają. Wspominał o tym zjawisku (tzn. o zrzędzeniu) ostatnio XLS w dyskusji o umieraniu rynku RPG. Mówi się, że gotowce narzucają jedną ścieżkę wydarzeń (a wszak jak postąpi drużyna, to Bóg jeden raczy wiedzieć) i że wspaniałą sesję poprowadzisz tylko i wyłącznie w oparciu o własny scenariusz, pisany pod Twoją drużynę z jej zaszłościami, tłem, dążeniami i całą resztą tego fabularnego bagażu. Tego rodzaju tezy dość często przewijały się przez przeróżne portale, fora i komentarze. Teraz się nie przewijają, bo zagadnienia związane z RPG znikają z Internetu.
I tak naprawdę z drugą częścią tezy trudno się nie zgodzić – scenariusz pisany pod konkretną drużynę jest super, ekstra i fantastyczny. A przynajmniej może taki być, bo jak wyjdzie, tak będzie.
Jednakże ja w swojej karierze poprowadziłem niejednego gotowca i powiem Wam coś – dobrze poprowadzony gotowiec może być wspaniałym przeżyciem dla wszystkich uczestniczących w zabawie. 

Główne dwa zarzuty wobec scenariuszy kupnych brzmią następująco:
- Gotowiec nie jest gotowy na każdy zwrot akcji, nie jest w stanie przewidzieć każdego możliwego zachowania drużyny.
- Kupny scenariusz cierpi na nadmierną generyczność – pisany jest pod przeciętną ekipę, a Twoja jest z tych nieprzeciętnych.
Oba są w pewnej mierze prawdziwe, ale jakby się nad nimi zastanowić, to można dojść do interesujących wniosków.

poniedziałek, 12 maja 2014

Czemuż RPG umierasz? Moje trzy grosze.

Cześć.

Przedwczoraj Beamhit opublikował ciekawą notkę w której zastanowił się nad przyczynami regresu RPG. Czy jest regres? Niech mnie, jeśli nie. Niektórzy co prawda piszą (a więc i pewnie tak myślą), że mamy do czynienia z regresem rynku RPG, natomiast samo RPG jako zjawisko ma się świetnie. Kurcze, tylko jest to teza ciężka do udowodnienia - bo można zmierzyć ruch w e-fandomie, można porównać nakłady podręczników, ale nikt nie chodzi ludziom po domach i nie sprawdza, czy, w co i z kim grają. Oczywiście - niejeden może zapytać - jak to możliwe, że umiera, skoro sobie gramy i jest fajnie. No cóż, ja też sobie gram i jest fajnie. Ale nie sądzę, żeby mój konkretny przypadek jakoś rzutował na obraz zjawiska.

Metafora RPG. Adam i Jamie symbolizują ostatnich graczy Fundomu. Niby są, ale pokład coś niepewny.

Wczoraj sprawdziłem sobie TOP 20 Rebela w branży polskich RPGów. Na pierwszym miejscu – Armie Apokalipsy. Super.
Ale w TOP 20 znalazł się też drugi Warhammer, potem Neuroshima.
Jeżeli idzie o rzeczy w miarę nowe, to na 16 miejscu znalazła się Afterbomba, a na 17 IdeeFixe. Zawsze to TOP 20. Nieźle?
Na dzień wczorajszy bestseller.
Otóż właśnie bardzo źle. Np. na takim 18 miejscu jest sobie Droga Skorpiona do L5K.  
Podpowiem – Droga Skorpiona ukazała się 11 lat temu. Na dodatek w stosunkowo niedużym, jak sądzę,
nakładzie. Nie sądzę, żeby przekraczał 1000 egzemplarzy. I przez te 11 lat się nie sprzedał. Pamiętam, że ludzie związani z Wolf – Fangiem sprzedawali je po bodaj 5-10 złotych wszystkim chętnym. W Rebelu jego cena została obniżona z 40 do 15 zł (i to już bardzo dawno temu). I wciąż nie może się wyprzedać. Jak myślicie, ile musiało pójść Dróg Skorpiona w ostatnim czasie, żeby wspięła się do top 20? Ja obstawiam 2-3 egzemplarze. Nie żeby coś, to całkiem fajny dodatek, ale chodzi o to, że jeżeli przez 11 lat się nie wyprzedał, to znaczy, że nie idzie setkami. A mimo to jest best, proszę ja Was, sellerem.
Co to znaczy? No es bueno! W miarę nowe produkty sprzedają się ledwie-ledwie lepiej niż Droga Skorpiona z roku 2003.


Dlatego też będę się trzymał tezy, że z RPG jest słabo - taka jest moja percepcja sytuacji. Jeżeli u Ciebie jest dobrze z RPG, to się cieszę, jest nas już dwójka.

W notce odniosę się najpierw do argumentów Beamhita (z góry mówię, z częścią się zgadzam w stu procentach). Potem podzielę się swoimi spostrzeżeniami.
Gotowi?

środa, 30 kwietnia 2014

Jak to u mnie jest z mordobiciem?

Dzień dobry.

Nie wiem jak Ty, ale ja lubię w RPGu komuś solidnie przyłożyć. Żeby do tego doszło to mogę sobie nawet poodgrywać jakieś rozdarcie na płaszczyźnie emocjonalnej, jeżeli dzięki temu w puli będzie nawalanka. Dlatego znosiłem taki jeden system o krwiopijcach – bo jak się przebrnęło przez ten mrok dla nastolatków, to pod nim była fajna gra o supermocach. Jeden z wampirów mógł trząść miastem (i to było ekstra), inny mógł naginać wolę śmiertelników i knuć diabolicznie (co również było ekstra), a jeszcze inni mogli łamać oponentów jak zapałki (co również było ekstra). Zresztą nie byłem jedyny – jeden z drugim odgrywacze – cierpiętnicy w sytuacji zagrożenia z radością sięgali po kostki i wykazywali ogromną znajomość dyscyplin służących krzywdzeniu innych (oraz zaskakująco niskie pokolenie). Nie mam zatem problemu, żeby przyznać – tak lubię walkę w RPG. I większość znanych mi graczy lubi. Nie każdy się przyznaje.
I tak, jest grupa ludzi, która nie lubi walki w RPG. Jednak niezbyt liczna, jak zaobserwowałem, ale istnieje.

 Ale, ale – zrobienie fajnej walki to nie takie znowu hop – siup. Zaufaj mi – spartoliłem ich już tak wiele, że wiem co może nie wyjść. Popsułem nawet takie rzeczy, których wydawało się, że popsuć nie można. A jednak! Jednakże człowiek uczy się na błędach, a skoro popełniłem ich niemało, to i niejedną lekcję ze swych pomyłek wyniosłem. Dlatego pozwolę sobie podpowiedzieć  nieco odnośnie rozwiązań.

Oczywiście – cała ta notka to mojszyzm pierwszej wody. Ale na blogu to mniej razi – hej, ja jestem tytułowym dziodem tego bloga, więc czyje niby poglądy miałbym tu eksponować?
Uprzedzam też, że wpis raczej kieruję do młodych, bo wierzę, że starzy wyjadacze o prowadzeniu fajnych starć wiedzą bardzo wiele i wypracowali już sobie własne rozwiązania.


To jak? Kontynuujemy?