środa, 17 grudnia 2014

Ile Tolkiena w Tolkienie

Cześć!

Edycja reviśnięta.
Dziś postanowiłem opowiedzieć Wam trochę więcej o grze, którą ostatnimi czasy ekscytuję się niczym małoletnia (zresztą pełnoletnich podobno i tak nie ma) Belieberka wizją koncertu swojego kanadyjskiego słowika.
Ale, że są dni w których my wszyscy jesteśmy piszczącymi nastolatkami, to i na mnie w końcu padło. U mnie przyczyną takiego stanu są najczęściej gry RPG. I jedną z nich jest The One Ring. Jednakowoż niniejsza notka nie będzie recenzją produktu – ich znajdziecie w sieci niemało. Raczej napiszę dlaczego The One Ring bardzo dobrze oddaje ducha Hobbita i Władcy Pierścieni (bo Silmarilion czy Niedokończone Opowieści to trochę inna bajka). Jakie zawiera mechanizmy, które właśnie ten efekt dają i co różni The One Ring od przeciętnego RPGa? Bo przecież takich tolkienistycznych RPGów to było parę, co z nimi było nie tak?
Jak to co?


sobota, 15 listopada 2014

Jak przygotowuję sesję w godzinę.

Cześć.


Dzisiaj mi tak trochę dziwnie. Chodzi o dyskusję na Polterze o tym, czy w ciągu godziny z niewielkim okładem da się zrobić scenariusz do RPGa, czy też nie. W tej dyskusji padły słowa jakoby było to niemożliwe, albowiem nie da się w ten sposób przygotować wielu kluczowych elementów scenariusza – statsów NPCów i bestii do klepania, handoutów, map, zagadek, klimatycznych opisów i takich tam. I gdyby tak być miało, to Internety uginałyby się od scenariuszy.
Jak już wspomniałem jest mi dziwnie, ponieważ większość swojej wątpliwej kariery prowadziłem poświęcając właśnie tyle na przygotowanie sesyi. Przeciętny scenariusz na regularne granie da się napisać w 60-75 minut. Oczywiście – nie każdy i nie zawsze, ale częściej niż rzadziej sztuka się udaje.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Ekipa z Century Foxa - Beyond the Rim

Cześć

Kampania w Stare Wary kręci się i nie tak znowu dawno po raz kolejny spotkaliśmy się by poturlać kością po stole. Fajnie? No pewnie, że fajnie. Na warsztat pozwoliłem sobie wziąć Beyond the Rim, bo naprawdę podoba mi się ten scenariusz. Oczywiście, jednym z bardziej lubianych przeze mnie fragmentów pracy z cudzym tekstem jest dostosowywanie go do swojej drużyny. Kiedyś zrobię o tym notkę – właśnie na przykładzie naszej aktualnej kampanii. Ale to jak już skończymy (sądzę, że jesteśmy na półmetku), więc raczej nieprędko.

Tradycyjnie już zagraliśmy z Ellaine, Hebi, Crokusem i Molem, którzy prowadzili tych samych bohaterów, co ostatnio. W poprzednich notkach opisuję kto kim jest. Na przykład TU.
Równie tradycyjnie zaś kursywą spiszę wszelkie uwagi odmistrzowskie. 
To jak? Gotowi do skoku w nadprzestrzeń?

poniedziałek, 13 października 2014

Co znaczy poprawne RPG?

Cześć!

Ostatnimi czasy brałem udział w dyskusji o systemach. O tym, czy gry mają jakiś swój domyślny styl/temat oraz jakie są tego konsekwencje. Czy robienie westernowej strzelaniny w Magu ma sens? Czy przypomina raczej pompowanie balonu strzykawką? Co złego stanie się, jeśli Wampir dorobi się miana śmiesznej gry o rzucaniu samochodami? Po prostu - na ile można w daną grę grać źle – lub dobrze?
Bo wiecie – ja przez całe lata wierzyłem w „System does matter” i stoczyłem pewnie niejedną dyskusję o tym, jak dobrze grać w daną grę (np. Jak pokazać graczom „prawdziwe” L5K i nie przesadzać z bieganiem w szlafrokach). W „System does matter” wierzę zresztą do dnia dzisiejszego – jednak z paroma zastrzeżeniami. 

Impulsem do napisania niniejszej notki była ostatnia fejsbukowa dyskusja w grupie Panie i Panowie Zagrajmy w RPG. Postanowiłem nieco rozwinąć głoszone przez mnie poglądy i przedstawić je w bardziej rozbudowanej postaci, na co fb nie daje możliwości. Ogólnie dzięki wspomnianej powyżej grupie przeczytałem niemało ciekawych treści i poznałem bardzo fajnych ludzi. I pomyśleć, że dołączyłem do niej tylko po to, by sprawdzić czy Malta naprawdę napisała o Polterze to, co ludzie mówili, że napisała (Ku mojemu zaskoczeniu – tak, napisała. Niewiarygodne!)
No nic, zapraszam do lektury.

czwartek, 2 października 2014

Ekipa z Century Foxa - Jeszcze dłuższe ramię Huttów.

Gwiezdne siema!

Moi drodzy, pora na dalszy ciąg naszej przygody w odległej galaktyce świata Gwiezdnych Wojen. Tym razem ekipa z Century Foxa wzięła się za bary z drugą połową darmowego (więc i świetnego) scenariusza Long Arm of the Hutt (pierwszą cześć znajdziecie pod tym linkiem). Scenariusz dalej dostępny jest na stronie Fantasy Flight Games. Polecam, bo gratis to dość rozsądna cena, a i w prowadzeniu scenariuszy wyszedł po prostu fajnie.
Ale, ale… tym samym uprzedzam fakty, prawda?

Graliśmy w tym samym składzie co zwykle, tymi samymi bohaterami (aczkolwiek wspinającymi się na kolejne gałęzie drzewek doświadczenia). Myślę, że nie ma sensu powtarzać. Przypomnę tylko imiona - Arel, H-beta-3, Ora i Yunn. Kto jest kim możesz przypomnieć sobie z poprzednich notek. A moi szanowni gracze z całą pewnością nie potrzebują przypominania, by wiedzieć kto gra kim :)

Poprzednią sesję skończyliśmy na planecie Ryloth. Bohaterowie właśnie pogonili zgraję bandziorów, która starała się przejąć miejscowy rynek handlem „przyprawami”. Odkryli też, że mocodawcą tychże był niejaki Teemo – jeden z paskudnych Huttów z Tatooina. Tylko co teraz? Hutt to nie jest taki ktoś, do kogo wpadniesz z klamką, wyważysz drzwi z kopa, rzucisz kilka twardych tekstów, a potem wyrwiesz chwasta. Wiedzą też, że z Teemo powiązani są dwaj pomniejsi paskudnicy – niejaki Trassk (szpicel z rasy kubazów) oraz znany nam już Kaa’too.

sobota, 27 września 2014

KB 59 - Statki, morza i erpegi.

Ahoj!

Urzekł mnie ten temat. Wszelkie morskie motywy uważam za bardzo intrygujące RPGowo. Mam tak za sprawą zarówno literatury, jak i filmu, jak i (i to w niemałym stopniu) gier komputerowych, zwłaszcza takiej jednej autorstwa Sida Meiera. Po prostu morza i oceany oraz to, co z nimi się wiąże, jest niesamowicie nośne fabularnie. Niezależnie od epoki, niezależnie od konwencji.
Ja to ogólnie jestem nadmorskim chłopakiem i te marynistyczne ciągoty nieraz przejawiam. Mój tato był marynarzem – w Gdyni bardzo wielu ma w bliższej lub dalszej rodzinie kogoś związanego z morzem. Przez całe lata pierwszym moim widokiem każdego dnia były wody Zatoki Gdańskiej. Zresztą… no kurcze, od zarania Dziobloga jego tłem jest ORP Błyskawica – nie bez przyczyny. Ba, nawet mój pierwszy opublikowany scenariusz wiązał się z morzem i Gdynią.

Ale, ale, Szanowny Czytelniku, nie będę zanudzał Cię historiami z mojej młodości, nie będę pisał o romantycznych spacerach brzegiem morza, nie będę pisał o dziesiątkach sesji w rotundzie nad plażą, nie. Podam Ci za to kilka powodów dla których morza, okręty i tym podobne są fajne na sesji – jasne, to nie jest jakoś mega wyczerpujące zestawienie, kilka uwag luźnych, kilka pomysłów swobodnych, ale są to rzeczy, z których często korzystałem i wiem, że działają w praktyce.

poniedziałek, 22 września 2014

Dwa mojszyzmy.

Hej!

Tematem dzisiejszej pogadanki przy samowarze będą dziwne zachowania graczy. Coś tam ostatnio
wypłynęło w rozmowach, coś tam sobie przypomniałem.

Przy czym zakładam, że nie muszę pisać o sprawach podstawowych – pewne zachowania grających są powszechnie uważane za nieakceptowane – bycie bucem, śmierdzenie, olewanie sesji, wkurzanie ludzi – co do nich nie ma wątpliwości, że są to postawy niechciane. Tu nie ma co strzępić e-języka.

Ja chciałem się skupić na dwóch szeroko akceptowanych zachowaniach, powszechnie uważanych za rozsądne i mądre, a w mojej ocenie niepotrzebnych, czy wręcz (w skrajnych przypadkach) szkodliwych. Takich kilka luźnych myśli na gorąco. Okej?

Dlaczego teraz z tym wyskakujesz, Drasiu? Zapyta pewnie niejedno z Was. Przecież są to rzeczy znane ludzkości od dawna. Część z tego co piszesz znamy już z czasów faraonów (Pierwsze rozszyfrowane słowa kamienia z Rosetty brzmiały "Ptolemeusz rzecze - nie przeginajcie z tą motywacją postaci"). Czemu zatem teraz o tym piszesz? A, bo ostatnio uczestniczyłem w paru rozmowach, w których musiałem obu moich poniższych tez mocno bronić, sądzę zatem, że temat wciąż jest aktualny.

Oczywiście, z góry uprzedzam - mojszyzmy pierwszej wody. Nic Ci nie narzucam, po prostu taka jest moja opinia.